<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Mage Guild Wars</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl</link>
<description> Mage Guild Wars</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>Mury obronne</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20518#p20518</link>
<guid isPermaLink="false">20518@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>&nbsp; &nbsp; </strong><span style="font-size: 16px">W</span>idowisko jak widowisko, widywałem w życiu gorsze, jakby cokolwiek innego dało się robić z widowiskami. Teraz przy tej niesamowitej kanonadzie dziwnych objawień i nieoczekiwanych gości zanosiło się na to, że ta tania opera ma się już ku końcowi. Gdybym nie maił serca na kształt słupa soli, to może nawet bym się zruszył, ale skoro nie spełniałem fizycznych wymogów ku temu, to o żadnych wynurzeniach nie mogło być mowy. Czas był skończyć tę błazenadę i zając się poważnymi sprawami.<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp;<span style="font-size: 16px">Z</span>erknąłem na jednego z tych nieoczekiwanie objawionych gości, który tutaj przybył, a który to właśnie zagadywał coś do Panny Sedi. Obdarzyłem go spojrzeniem z tego rodzaju, który przekazywał jasny, jak majowe słoneczko komunikat &#8211; zgiń śmieciu. Ten gest niewczesny chyba przesądził o wszystkim, bo nagle z olśniewającą jasnością pojąłem, że ja po prostu nie lubię tego człowiek.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">T</span>ak to uprzedzenie niepostrzeżenie wkrada się w życie człowieka rujnując zaufanie do innych. Jeśli o naszego pracodawcę chodziło, to o rujnowaniu niczego nie mogło być mowy, gdyż już dawno wszystko legło w ruinie. Mając na względzie jak najszerzej pojęte nasze wspólne dobro poszedłem wraz z Sedi do van Dijka w razie jakby ten jednak rozmyślił się, co do zapłat. Skoro jednak zapłacił, to pozostało mieć nadzieję, że zrobi nam renomę<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">N</span>ajgorsze było to jednak, że sensu nie miało to absolutnie żadnego, ponieważ wychodzi na to, że niedługo przyjdzie nam się rozstać. Bo przecież ona musiała odnaleźć tego swojego brata. No i jeszcze ten koleś nie wiadomo skąd, czemu on mnie tak denerwował&#8230; Nie miałem ochoty nie miałem z nim przebywać&#8230; Tylko jakby tutaj&#8230; <br />&nbsp; <em><span style="color: #2980b9"> &#8212; Tak&#8230;</em></span> &#8212; odpowiedziałem jej krótko totalnie machinalnie i bez żadnego zastanowienia, jakby żadna inna odpowiedź nie wchodziła w grę.&nbsp; <em><span style="color: #2980b9">&#8212; Tutaj tylko ziąb straszny i mokro też strasznie... Aura zwycięstwa prysła...</em></span> &#8212; Uśmiechnąłem się do niej słabo.&nbsp; <em><span style="color: #2980b9">&#8212; Może kaweczka?</em></span>]]></description>
<pubDate>Sobota 5 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 5 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Mury obronne</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20517#p20517</link>
<guid isPermaLink="false">20517@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Przyglądałam się walce. Starałam się na niej skupić, pomimo że myślami i ciałem chciałam być w innym miejscu. Na szczęście nie wydarzyło się nic nietypowego, a sama walka była całkiem nudna. W oko za to wpadł mi pewien mężczyzna. Aparycję miał przeciętną, ale skądś go kojarzyłam. Chwilę pomyślałam skąd i wróciły nieprzyjemne wspomnienia. Tylko jego imię gdzieś mi umknęło.<br />- <span style="color: #99CC00">Hm.</span> - mruknęłam w odpowiedzi na jego wypowiedź. Czekałam aż walka się skończy. Zastanawiało mnie jednak czy czegoś ode mnie chce. A jeżeli nie to może ja mogłabym go tym razem wykorzystać.<br />- <span style="color: #99CC00">Ma Pan czas żeby porozmawiać? Ale nie tutaj. Zaraz wrócę.</span> - odparłam do mężczyzny w szarym płaszczu, o którym prawie już zdążyłam zapomnieć, a jego imię już znikło z mej pamięci.<br /><br />Podeszłam do van Dijika.<br />- <span style="color: #99CC00">Gratulację. Mogę otrzymać zapłatę?</span> - zapytałam, zadowolonego mężczyznę. Jego syn raczej przeżyje, więc nie będę się kłopotać by spróbować go wyleczyć. <br /><br />Gdy otrzymałam zapłatę spojrzałam na dwóch mężczyzn - Arthura i Cromwella.<br />- <span style="color: #99CC00">Idziemy?</span> - zapytałam obu i miałam nadzieję, że za mną pójdą, bo nie miałam zamiaru moknąć.<br /><br />[z/t &gt; Hanto &gt; Gildia Kupiecka]]]></description>
<pubDate>Sobota 29 StyczeĹ</pubDate>
<comments>Sobota 29 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Mury obronne</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20516#p20516</link>
<guid isPermaLink="false">20516@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<span style="font-size: 16px">&nbsp; &nbsp; C</span>ałość wyglądało na to, że będzie przebiegać bez większych problemów. Co prawda blondwłosa panienka, jak to kobieta, musiała wyrwać się z tłumu, lecz na ich szczęście nie poszli razem za nią. Gdy ustawiłem ją z powrotem na miejsce, zwróciłem swój wzrok w kierunku pojedynkujących się szlachciców. Nawet całe to przedstawienie, w którym nie odgrywam żadnej ważnej roli, zaczęło mnie w pewnym sensie interesować. Może brakowało mi tego typu rozrywki, a działanie dzień w dzień jako oficjalny przedstawiciel Grimoire Heart w pewien sposób mnie stresowało, do tego stopnia że zaczynałem przywykać do życia pełnego, co by nie mówić, agresji, strachu a niekiedy niechęci. Wszak największa ma rola w całej tej machinie dopiero się zacznie. <br /><span style="font-size: 16px">&nbsp; &nbsp; S</span>ama walka nabierała na sile. Ku mojemu zdziwieniu Matthijas zaczął bardziej przejmować się jej losem i wynikiem niż miało to miejsce dzień wcześniej. Gdyby ktoś wczoraj powiedział mi, że ten głupi młokos będzie próbował walczyć na poważnie, prawdopodobnie skwitowałbym go śmiechem i jak najszybciej chciałbym o nim zapomnieć. Być może uświadomił bym go jak w wielkim błędzie żyje jako dodatek. Nie mniej widowisko się przeciągało, a być może nie tylko ja, zauważyć się dało że szanse mimo ich różnicy w posturze czy sile, zaczęły się równać. Syknąłem cicho pod nosem na wznak niezadowolenia. Mimo, że koło nosa wisiał mi ich konflikt, to nie mogłem uwierzyć, że młody Liegt jeszcze nie uporał się ze swoim przeciwnikiem. Co jest do cholery? Z niezrozumiałego dla mnie powodu, zacząłem po części odbierać tę potyczkę bardziej osobiście. Poczułem niewielką bezsilność mimo, że nawet nie byłem jej częścią. To naprawdę zastanawiające i nigdy bym nie przypuszczał, że coś podobnego mogę odczuwać biorąc pod uwagę sytuację. <br /><span style="font-size: 16px">&nbsp; &nbsp; M</span>atthijas zaczął zbierać pierwsze cięgi, które jednocześnie początkowały jego koniec. Byłem pod ogromnym wrażeniem jak dysponując taką masą można przegrać wygrany pojedynek. Jego przeciwnik nie posiadał żadnych wybitnych zdolności, dlatego też całe to przedstawienie winno się skończyć chwilę po rozpoczęciu. Westchnąłem. Starzec, który drugim sekundantem Matthijasa mógł zauważyć może rozczarowanie i niechęć. Odwróciłem się w kierunku tłumu i przeszedłem przez niego by zatrzymać się przy najbliższym drzewie. Dla mnie wszystko już było skończone. Wnet w oddali dało się słyszeć ryk koni, a gdy odwróciłem wzrok w tym kierunku, me oko dojrzało niewielki oddział zbrojnych, z banderą niewiadomego pochodzenia. Byłem zdziwiony i lekko zaniepokojony, już nawet chciałem przerywać pojedynek. Choć z drugiej strony, gdyby Ca-Elum było w stanie wojny z innym królestwem, to prawdopodobnie byś my o tym wiedzieli dużo wcześniej, mam na myśli magów z Grimoire Heart. Dlatego też czekałem. Co okazało się być słusznym posunięciem. Byli to nie kto inni jak ojcowie tych, którzy jeszcze piorą się po mordach. U boku starszego Liegta zauważyłem Vivianne, lecz nie odpowiedziałem jak w taki sam entuzjastyczny sposób. W ogóle jej nie odpowiedziałem, byłem zbyt rozczarowany.<br /><span style="font-size: 16px">&nbsp; &nbsp; G</span>dy całe przedstawienie się zakończyło, a nam przyszło podnosić z gleby leżącego Matthijasa milczałem. Nawet jak Dav chciał coś powiedzieć, podnieść na duchu przegranego, to zdecydowanie z mojej strony nie miał co liczyć na żadne słowa. Gdy tylko wszyscy stali na prostych nogach, a ojciec Matthijasa wywiązał się z zapłaty, to rzuciłem wzrokiem raz na niego, raz na jego syna i skwitowałem jednym słowem. - <span style="color: #e74c3c">Porażka.</span> - Następnie odwróciłem się w kierunku miasta, by udać się do Piramidy.<br /><br /><blockquote><div class="incqbox"><p class="center"><strong>[Z/T -&gt; Grimoire Heart -&gt; Sekcja reprezentacyjna]</strong></div></blockquote>]]></description>
<pubDate>Sobota 8 StyczeĹ</pubDate>
<comments>Sobota 8 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Wynagrodzenia za misje</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20515#p20515</link>
<guid isPermaLink="false">20515@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Akceptuje z poniższym wynagrodzeniem:<br /><blockquote><div class="incqbox"><strong>Gracz:</strong> 30PU + 3PU (2 dodatkowe posty) + 10PW + 7 000 klejnotów<br /><strong>Sława:</strong> Plotki o mężczyźnie potraktowanym przez magów tak okropnie, że ma spalone pół twarzy roznoszą się po wiosce. +1PR <span style="color: white">Neutralne</span><br /><strong>MG:</strong> 45PU + 4,5PU(3 dodatkowe posty) + 10PW + 5 000 klejnotów</div></blockquote><strong>Mahiro</strong>, proszę na PW na Discordzie o więcej informacji odnośnie &quot;Czerwonookiego Demona&quot;]]></description>
<pubDate>Niedziela 26 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 26 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Wynagrodzenia za misje</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20514#p20514</link>
<guid isPermaLink="false">20514@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>MG</strong>: <br /><blockquote><div class="incqbox">Mahiro (Strażnik 3)</div></blockquote><strong>Gracze:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox"><a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/profile.php?id=283" target="_blank" rel="nofollow">Orochi</a></div></blockquote><strong>Rodzaj sesji:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">Tradycyjna - Prosta - Pojedyncza</div></blockquote><strong>Miejsce</strong>:<br /><blockquote><div class="incqbox">Wioska w górach (<a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20241#p20241" target="_blank" rel="nofollow">główna ulica</a>) -&gt; Wioska w górach (<a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20243#p20243" target="_blank" rel="nofollow">karczma</a>) -&gt; Wioska w górach (<a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20359#p20359" target="_blank" rel="nofollow">centrum</a>) -&gt; Wioska w górach (<a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20512#p20512" target="_blank" rel="nofollow">koniec</a>)</div></blockquote><strong>Treść:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox"><p class="center">&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">B</span>yło krucho ze wszystkim. Jedzenie &#8212; mało, kasy &#8212; mało, informacji, np. o ojcu &#8212; mało. To Orochi ruszył kawałek, tak mniej więcej do najbliższej wioski i tam poszukał czegoś do roboty. Zdarzyło się, że była to ta sama wioska, w której niegdyś żył z rodziną, gdy wypadek (spalili mu ją) się zdarzył. Na szczęście wiele czasu minęło, więc nikt go nie pamiętał, co potwierdziła obojętność ludzi w najbliższym barze.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">O</span>rochi zamówił herbatkę z rumem, za którą nie zdążył zapłacić, bo rachunek na siebie wziął jakiś w podsiwiałym wieku przybłęda. Rozmówili się z magiem, który to do czarowania się oczywiście nie przyznawał. Za to przyznał się, że kogoś szuka. Bonrack &#8212; tak miał na imię drugi z panów &#8212; trochę jeszcze pijanym będąc, zaoferował w tej kwestii wsparcie, a nawet robotę, jak się potem okazało, z godziwą zapłatą.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">T</span>rochę się mu śpieszyło, czego nie starał się ukrywać. Ofertę razem z dodatkowymi negocjacjami przedstawił wręcz w drodze do stanowiska pracy. Wyjaśnił też o co cały ten bałagan.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">W</span> mieście tego wieczoru odbywał się festyn ku pozbyciu się magów z wioski. Ludzie zbierali się na placu głównym, by w maskach przedstawiających plugawe demony, jakimi są magowie, razem spędzić trochę czasu, kupić sobie coś z okazjonalnych stoisk, kiermaszy itd. Zadaniem Orochiego w tym wszystkim była sprzedaż mięsnych bułeczek oraz drewnianych medalików w jednym z takich stoisk.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">O</span>baj zaciągnęli przyjacielskiego bucha z papierosów, mag otrzymał swoją zaliczkę, po czym zostawiony został sam sobie na kilka kolejnych godzin. Następnie pierwsza klientela ruszyła w tango, robiąc masowe zamówienie na 5 buł i medalik. Chociaż mag zapomniał włożyć maski Oni i przez to spowodował podejrzliwość wśród kobiety-klientki, jego umiejętności jako sprzedawcy zdawały się ratować sytuacje. Przekonał nawet ją do zwiększenia zamówienia, lecz niewielkim wzrostem ceny.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">G</span>dy festyn rozruszał się na dobre, klientów napływało jak mrówków do mrowiska. Znaleźli się tacy, którzy podobnie jak pierwsza klientka, przyszli zachwycać się miejskimi wyrobami, ale również tacy podejrzliwi, którzy jednak nie mogli pytać o przeszłość maga, gdyż ten nie rzucał się już na pierwszy rzut oka opisem &#8222;Nie jestem Bonrackiem, a pracuję w butce podpisanej jego imieniem, halo coś tu nie gra, gdzie ten pijaczyna&#8221; &#8212; założył już dawno bowiem swoją maskę. Ponadto jego rączki pracowały zwinnie i z gracją obsługiwał kolejnych klientów, dzieląc obowiązki tak, by nikt nie musiał długo czekać na swoje zamówienie.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">G</span>odziny mijały, a późną noc nawiedził czyiś krzyk w głębi miasta. Nikt nie wiedział, co się stało, ale chyba dało to do myślenia tym, co pozostali, że powoli należy kierować się do domów. Oskarżenia ponadto padały na legendę miejską &#8222;Czerwonookiego demona&#8221;. Ostatni, bojaźliwy taki, klient został obsłużony, a następny nie dotarł do lady, bo zanim to zrobił&#8230; wrócił Bonrack, dziwnie wręcz rozbawiony. Podziękował pracownikowi, wręczył wynagrodzenie, no i przedstawił ziomkowi. Temu samemu, który podchodził do stoiska tuż zanim się on zjawił. Dent&#333; był podobno miejscową encyklopedią, ponadto miał długą bliznę, jak się okazało po tym jak zdjął maskę, od ucha do brody. Ta blizna&#8230; powinna coś Orochiemu przypominać, ale kiedy to było&#8230; i co dokładnie?</div></blockquote><strong>Sytuacje zagrożenia:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">Brak.</div></blockquote><strong>Obrażenia:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">Brak.</div></blockquote><strong>Nagroda:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox"><span class="bbu">Gracz:</span> 30PU + 3PU (2 dodatkowe posty) + 10PW + 7 000 klejnotów<br /><span class="bbu">Sława:</span> Plotki o mężczyźnie potraktowanym przez magów tak okropnie, że ma spalone pół twarzy roznoszą się po wiosce. +1PR <span style="color: white">Neutralne</span><br /><span class="bbu">MG:</span> 45PU + 4,5PU(3 dodatkowe posty) + 10PW + 5 000 klejnotów</div></blockquote><strong>Dla innych MG:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">-&gt; W wiosce w górach w Iceberg grasuje &quot;Czerwonooki Demon&quot; (więcej info na priv)</div></blockquote>]]></description>
<pubDate>Wtorek 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Wtorek 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20512#p20512</link>
<guid isPermaLink="false">20512@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<blockquote><div class="incqbox"><p class="center">Misja prosta &#8211; Orochi &#8211; post 15. &#8211; KONIEC</div></blockquote><p class="center">&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">W</span> głowie maga lodu wszystko się rozjaśniło. Poczuł się dobrze z tym, że w końcu opuści tę małą budkę, a przy okazji zarobi parę grosza. Jego zleceniodawca również nie wyglądał na takiego, któremu źle by było z ubytkiem na mieszku jaki go czekał. Musiał mieć wyjątkowo udaną noc, gdyż uśmieszek go nie opuszczał ani na krok. Do tego podejrzany typ okazał się jego znajomkiem, co oznaczało koniec kłopotów na ten dzień. Chociaż czy Orochi miał w ogóle jakieś kłopoty? Wszystko przebiegało jak po maśle, być może to dobrze, a być może wzburzona krew młodzieńca miała już powoli dosyć tego braku zastrzyku adrenaliny.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">B</span>onrack wszedł do środka, gdy tylko mag mu na to pozwolił. Przejrzał szafki i przeliczył znalezione pieniądze. Jego uśmiech z radosnego zmienił się w typowy uśmiech biznesmena, który jego zdaniem ubił świetnego targu. Następnie odliczył z nich 6 tysięcy klejnotów. Jeśli wzrok tutejszego ofiary obławy na magów spoglądał na niego wówczas, co mogło być oczywiste (w końcu liczył twoje pieniądze!), zauważył, że tego co łącznie zarobił nie było dużo więcej. Mimo to, starszy facet ochoczo przełożył pieniądze do zielonej sakiewki i przycisnął je do swojego pracownika. Nawet poklepał po ramieniu!<br />&nbsp; &nbsp; &#8212; <span style="color: #FFFF99">Dobra robota, mój drogi</span> &#8212; dodał, po czym zwrócił się do ostatniego z klientów tej budki.<br />&nbsp; &nbsp; &#8212;<span style="color: #FFFF99"> To jest Dento </span>&#8212; wskazał otwartą dłonią, nieco roztańczony&nbsp; ruchem na jegomościa w masce &#8212; <span style="color: #FFFF99">Co prawda chciałem Cię polecić komuś innemu, ale&#8230; skoro już się poznaliście. Dento wie wszystko o wszystkich w tej wiosce i poza nią. Z pewnością pomoże Ci znaleźć kogokolwiek szukasz. O ile nie zapuścił się na terytoria smoków. Hahaha.</span><br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">M</span>ężczyzna zdjął maskę. Pod spodem ukazał Ci się chłopak o delikatnych rysach, mógłbyś wziąć go za miejscowego malarza albo playboya, gdyby nie okropna blizna ciągnąca się od ucha po twarzy lekkim łukiem w kierunku brody &#8212; jakby ktoś chciał z jednej strony podkreśli linię jego twarzy.<br />&nbsp; &nbsp; &#8212; <span style="color: #FFFF99">Zapytaj się go kiedyś o coś, to jestem pewien, że Ci pomoże. A tymczasem dobranoc</span> &#8212; Bonrack wyszedł z budki, odciągając już wówczas waszego wspólnego znajomego, na stronę i rozpoczynając z nim po cichu rozmowę.<br /><br /><br />_______<br /><span style="color: #FFFF99">Bonrack</span> FFFF99]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 6 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 6 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20511#p20511</link>
<guid isPermaLink="false">20511@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>W</strong>idok mężczyzny w masce nieco mnie niepokoił. Coś dawało mi znać, że nasz wzrok jest wlepiony w siebie już dobre pół minuty... Coś musiało być na rzeczy. Gdyby nie moja podzielność uwagi, byłbym zbyt zajęty gapieniem się w jegomościa aby obsłużyć kolejnego klienta. Nagle zdarzyły się dwie rzeczy: jedna bardziej niepokojąca, a druga wręcz zaskakująca. Tajemniczy mężczyzna zaczął iść w moją stronę, a Bonrack nagle pojawia się przed moją twarzą. Moja brew sama podniosła się ze zdziwienia, a ja miałem mały mętlik w głowie. Dobrze, że nikt tego nie zauważył. Dobrze czasami mieć na sobie maskę. <br /><br /><strong>R</strong>oześmiana twarz Bonracka nieco mnie otrząsnęła. Coś czułem, że udało mu się wypić niejedno piwo z lokalnego wyrobu. Jego słowa również sprawiły, że czułem się zadowolony ze swojej pracy. Napawało mnie to nie tylko dumą, ale i powodowało w mojej głowie satysfakcję: -&nbsp; <span style="color: #ffcc33"> Już otwieram.</span> - Po czym otworzyłem drzwi zleceniodawcy. W pewnym momencie dołączył do naszej dwójki nieznajomy starszy facet imieniem Dento. Najprawdopodobniej był to znajomy Bonrack'a. No nic. Zostało mi tylko czekać na wypłatę. Mam tyklo nadzieję, że wszystko pójdzie tak jak powinno.]]></description>
<pubDate>Sobota 4 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 4 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20510#p20510</link>
<guid isPermaLink="false">20510@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<blockquote><div class="incqbox"><p class="center">Misja prosta &#8211; Orochi &#8211; post 14.</div></blockquote><p class="center">&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">S</span>pojrzenia maga lodu i mężczyzny z blizną zdecydowanie się spotkały. Mieliście na sobie maski, więc nie mogliście być tego pewni, lecz mimo to coś wam mówiło, że to była najprawdziwsza prawda. Gapiliście się na siebie te dobre 30 sekund, podczas których obsłużyłeś klienta. Potem jegomość zaczął zbliżać się do Orochiego z wolna.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">Z</span>anim jednak do tego doszło, jakby znikąd zjawił się zleceniodawca maga. Wynurzył się z miejsca, z którego nie mogłeś wiedzieć, że nadchodzi. Jego roześmiana gęba zasłoniła Ci prawie całkowicie widok.<br />&nbsp; &nbsp; &#8212; <span style="color: #FFFF99">Otwieraj drzwiczki. Świetnie się spisałeś</span> &#8212; rzekł oschłym tonem Bonrack, przez który przebijało się lekkie rozbawienie.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">Z</span>nów po kilku chwilach, na jego ramieniu pojawiła się wyrobiona, &#8222;zmęczona życiem&#8221; dłoń. Właściciel budki odwrócił się energicznie w tył. Przez to gość musiał aż zrobić unik, by nie oberwać z dynki.<br />&nbsp; &nbsp; &#8212; <span style="color: #FFFF99">To ty! Dent&#333;. Poczekaj chwilę.</span><br />&nbsp; &nbsp; Znów odwrócił się w stronę maga, mając nadzieję, że będzie mógł już wejść do środka.<br /><br /><br />_______<br />Bonrack FFFF99<br /><b>[ 400 ]</b>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 3 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 3 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20509#p20509</link>
<guid isPermaLink="false">20509@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>O</strong>d momentu gdy zacząłem pilnować interesu, wszystko szło w całkiem dobrym kierunku. Bułeczki sprzedawałem całkiem sporymi partiami, ludzie interesowali się amuletami, a klientela nie była taka wybredna. Niestety w tej branży znajdują się indywidua które potrafią samą gębą wzbudzić Twoje podejrzenia. Taką osobą był łysy numer dwa, który przyszedł z wcześniej napotkanym przeze mnie kolegą. Najwyraźniej namówił kolegę by spróbował. Niestety wiedziałem, że tym razem nie będzie tak łatwo jak w przypadku tego pierwszego. Numer dwa był nad wyraz ciekawski, a jego zapłata drobniakami albo miała mnie wkurzyć albo odwrócić moją uwagę. Nie dałem mu tej satysfakcji, dlatego odłożyłem kupkę monet w osobne miejsce by w razie czego móc przeliczyć czy aby na pewno wszystko się zgadza. Wziąłem później zapłatę od uroczej dziewczyny, tym razem na swoje miejsce. Wychodząc obdarowała mnie pięknym uśmiechem: -<em><span style="color: #ffcc33"> Ludzie czasami potrafią zaskakiwać.</em></span> - Pomyślałem, że czasami człowiek mimo swojej zabójczej natury, umie się maskować. Ciekaw jestem, czy gdyby dowiedziała się że jestem magiem to dalej by się tak uśmiechała...<br /><br /><strong>K</strong>lientów narastało, a sprzedaż wciąż była ustawiona w dobrym kierunku. Myślę, że należy mi się podwyżka, zdecydowanie. Ludzie przychodzili dwójkami, trójkami, w pojedynkę czy z rodziną. To zdumiewające jak bardzo chęć kultu śmierci magów może łączyć ludzi prawda? Na szczęście zdarzały się chwile odpoczynku dzięki czemu mogłem wszystko posprawdzać, podgrzać oraz przygotować dla następnych klientów. Nagle, blisko godziny drugiej usłyszałem krzyk, a na plac zbiegła się niemała grupa mieszkańców. Słyszałem jak szeptali między sobą o czerwonookim demonie, który dokonał morderstwa. Ciekawe kim on jest... Bądź ona, demonica. Uśmiechnąłem się na myśl, że może w końcu będzie tu ciekawie. Po jakiejś chwili podszedł do mnie jakiś chudy mężczyzna, który przestraszonym tonem poprosił o amulet. Nie odezwałem się ani na sekundę. Podałem mu amulet i zabrałem zapłatę. Mam nadzieję, że brak odpowiedzi z mojej strony nie weźmie jako obrazę. Niestety bardziej się skupiłem na tajemniczym jegomościu, który wgapiał się na mnie od jakiejś chwili. Blizna na twarzy... To nie wróży nic dobrego.]]></description>
<pubDate>Wtorek 23 Listopad</pubDate>
<comments>Wtorek 23 Listopad</comments>
</item>
<item>
<title>Wynagrodzenia za misje</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20508#p20508</link>
<guid isPermaLink="false">20508@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Jestem. Podsumowanie misji poprawne, dlatego też akceptuje poniższe wynagrodzenie:<br /><br /><blockquote><div class="incqbox">Gracze: <strong><span class="bbu">Seda</span></strong>: 30PU + 4,5PU (3 dodatkowe posty) + 10PW + 5 000 klejnotów; <strong><span class="bbu">Cromwell</span></strong>: 30PU + 4,5PU (3 dodatkowe posty) + 10PW + 5 000 klejnotów; <strong><span class="bbu">Ry&#363;</span></strong>: 30PU + 7.5PU (5 dodatkowych postów) + 10PW + 5 000 klejnotów<br />Sława: +1PR (<span style="color: white">neutralne</span>) dla Sedy; +1PR (<span style="color: white">neutralne</span>) dla Cromwella; +1PR (<span style="color: red">negatywne</span>) dla Ry&#363;<br />MG: 45PU + 10PU (2 dodatkowych graczy) + 13,5PU (9 dodatkowych postów) + 10PW + 5 000 klejnotów</div></blockquote>]]></description>
<pubDate>Niedziela 14 Listopad</pubDate>
<comments>Niedziela 14 Listopad</comments>
</item>
<item>
<title>Wynagrodzenia za misje</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20507#p20507</link>
<guid isPermaLink="false">20507@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>MG</strong>: <br /><blockquote><div class="incqbox">Mahiro (Strażnik 3)</div></blockquote><strong>Gracze:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox"><a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/profile.php?id=303" target="_blank" rel="nofollow">Seda</a>, <a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/profile.php?id=320" target="_blank" rel="nofollow">Cromwell</a>, <a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/profile.php?id=284" target="_blank" rel="nofollow">Ry&#363;</a></div></blockquote><strong>Rodzaj sesji:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">Sesja grupowa - zwykła - prosta</div></blockquote><strong>Miejsce</strong>:<br /><blockquote><div class="incqbox"><a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20341#p20341" target="_blank" rel="nofollow">Sala mistrza GH (początek dla Ry&#363;)</a> -&gt; <a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20354#p20354" target="_blank" rel="nofollow">Gildia kupiecka (bar; początek dla Sedy i Cromwella)</a> -&gt; <a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20404#p20404" target="_blank" rel="nofollow">Posiadłość Liegtów (Ry&#363;)</a> / <a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20411#p20411" target="_blank" rel="nofollow">Stara świątynia (Seda i Cromwell)</a> -&gt; <a href="http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20462#p20462" target="_blank" rel="nofollow">Wzgórze Guriany</a></div></blockquote><strong>Treść:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox"><p class="center">&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">Z</span>aczęło się od Ry&#363;, który po skończonej jednej misji został poproszony o &#8222;sprzątnięcie&#8221; po koleżance po fachu. Vivianna wpadła jak rażona do sali Mistrzyni Grimoir Heart i bluzgając na swojego pracodawce, poprosiła o wsparcie w postaci jednego z magów z GH. Obecny przy tym mężczyzna z opaską zgodził się na to z własnej woli, gdy usłyszałm, że pracodawcą był szanowanym kupcem, co mogło przybliżyć do spełnianie innego, długoterminowego zlecenia. Razem z Vivianną udali się do Hant&#333;, jednak od tego miejsca się rozdzielili.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">N</span>a miejscu czekali już zarówno Seda, Neil, jak i Dav, podwładny Liegtów. Zabijali czas w barze należącego do grupy budynków, zwanej Gildią kupiecką. Tego dnia było tam dużo więcej osób niż wcześniej, ale nikomu z trójki magów wcale to nie przeszkadzało. Ry&#363; spotkał się z człowiekiem, z którym miał współpracować, Davem, jeszcze przed drzwiami baru. Razem weszli do środka, gdzie poznali przedstawicielu kupca nazwiskiem van Dijik. Podczas gdy Seda i Cromwell o swojej misji dowiedzieli się z lekkim wyprzedzeniem, po przeczytaniu listu od pracodawcy, mag z przepaską musiał wyłapać wszystko w lot. Rozpoczęła się dyskusja, która miała na celu wyłonienie miejsca oraz rodzaju pojedynku synów dwóch postawnych kupców. W dyskusji przeszkadzał ogólny harmider i bojowe nastroje tłumu. Wszystkie plany przechylenia szali na stronę Liegtów ze strony jego przedstawicieli zostały udaremnione przez wnikliwy umysł Cromwella i dociekliwość Sedi, która postanowiła przedstawić się pod nieco przekręconym imieniem. Następnie obie pary rozeszły się każda w swoją stronę, by sprawdzić, co tam u ich kandydatów.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">D</span>uo magów zawitało do Starej świątyni, miejsca, z którym Seda wiązała już pewne, niezbyt przyjemne, doświadczenia. Jednak tym było zupełnie inaczej. W środku znaleźli prowadzących to miejsce mnichów oraz dotarli do odnogi świątyni, gdzie szkolił się Vergeil. Chłopak doskonale pamiętał magów, którzy ostatnie nieźle urządzili jego znajomych aka prześladowców. Zdecydowanie nie chcąc mieć ich za swoich wrogów, postanowił robić wszystko, co mu przykazali. Brakowało mu niestety determinacji, by wygrać przyszły pojedynek, co zmieniła gadka motywacyjna Cromwella, a następnie utwierdziła go we własnych możliwościach walka z Sedą. Oboje magowie, całkiem nieświadomi o znajdującym się w cieniu niebezpieczeństwu, wywiązali się wzorowe ze swoich zadań i po pewnym czasie zostawili chłopaka pod dalszą opieką mnichów.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">T</span>ymczasem Ry&#363; dotarł wraz z byłym wojskowym, Davem Klaassinem do posiadłości Liegtów w północnym Hant&#333;. W drodze wymieniał się spostrzeżeniami ze współpracownikiem, został przyjęty w środku przez pokojówkę i długimi korytarzami wzdłuż fasady budynku, pokierowany został do pokoju Matthiejasa de Liegta. Tam przyłapał młociana na potajemnym pisaniu wierszy do panienki Aarden oraz raz jeszcze podkreślił swoją pozycję maga GH. Skutecznie zastraszył panicza i przekonał go do zmienienia swoich pierwotnych, brawurowych zapędów. Następnie zostali zachęceni do sprawdzenia się w pojedynku. Nikt nie zakładał, że młodzian będzie miał szanse z doświadczonym magiem, ale to co zobaczył wtedy Dav, przekroczyło jego przewidywania&#8230; Nie tylko mag zagrał nieczysto, wyciągając ukryty nóż, ale również prawie zabił osobę, którą miał chronić. Dał mu chwilę później kilka lekcji na temat walki, co skończyło się całkowitym upokorzeniem chłopaka. Stawiając od tej pory na baczności nie tylko chłopaka, ale również jego służącego, po kilku cierpkich słowach-porad po prostu wyszedł, zostawiając syna swojego pracodawcy samemu sobie.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">K</span>olejnego dnia, gdy słońce wyszło zza horyzontu, cała trójka zaczęła się zbierać w umówionym miejscu. Gdy przybyli goście zaproszeni przed Matthijasa oraz sami zaangażowani w walkę, Seda i Cromwell musieli pożegnać się ze swoją dotychczasową partnerką rozmów - trochę niechcianą, która wprosiła się między nich przerywając im te kilka chwil na samotności. Szczegóły dogadane, ring nakreślony, zasady raz jeszcze głośno powtórzone przy wszystkich i&#8230; start. Walczący rzucili się na siebie, a raczej jeden z nich zaczął zbierać manto, gdy drugi cieszył się już z łatwego zwycięstwa. Sytuację odmieniło pojawienie się Aarden, głównego powodu pojedynku. Chociaż Cromwell i Seda niespacjalnie zamierzali na cokolwiek reagować, a jedynie obserwowali czy któryś z chłopaków albo widzów nie próbuje oszukiwać, Ry&#363; powstrzymał ją. Jednak sama ta obecność zmieniła ten pojedynek, a chłopaki zaczęły starać się mocniej. Po długim, wielogodzinnym, wyczerpującym pojedynku, zwycięzcą został Dijik, któremu osobiście pogratulował właśnie przybyły z misji ojciec. Wraz z nimi zjawił się też jego rywal, stary Liegt oraz ochroniarze tacy jak Arthur, który niegdyś uratował Sedę i Vivianna, mag GH.</div></blockquote><strong>Sytuacje zagrożenia:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">Do niczego ostatecznie nie doszło, więc brak.</div></blockquote><strong>Obrażenia:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">Brak. Ślad po kuksańcu w nos Sedy już zniknął.</div></blockquote><strong>Nagroda:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox"><span class="bbu">Gracze:</span> <strong>Seda:</strong> 30PU + 4,5PU (3 dodatkowe posty) + 10PW + 5 000 klejnotów; <strong>Cromwell:</strong> 30PU + 4,5PU (3 dodatkowe posty) + 10PW + 5 000 klejnotów; <strong>Ry&#363;:</strong> 30PU + 9PU (6 dodatkowych postów) + 10PW + 5 000 klejnotów<br /><span class="bbu">Sława:</span> +1PR (<span style="color: white">neutralne</span>) dla <strong>Sedy</strong>; +1PR (<span style="color: white">neutralne</span>) dla <strong>Cromwella</strong>; +1PR (<span style="color: red">negatywne</span>) dla <strong>Ry&#363;</strong><br /><span class="bbu">MG:</span> 45PU + 10PU (2 dodatkowych graczy) + 13,5PU (9 dodatkowych postów) + 10PW + 5 000 klejnotów</div></blockquote><strong>Dla innych MG:</strong><br /><blockquote><div class="incqbox">-&gt; młodzi Liegt i Dijik zaczynają na poważnie ze sobą rywalizować po pamiętnym pojedynku na Gurianie</div></blockquote>]]></description>
<pubDate>Czwartek 11 Listopad</pubDate>
<comments>Czwartek 11 Listopad</comments>
</item>
<item>
<title>Mury obronne</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20506#p20506</link>
<guid isPermaLink="false">20506@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<blockquote><div class="incqbox"><p class="center">Misja prosta &#8212; Seda, Cromwell, Ry&#363; &#8212; post 24. &#8212; Koniec.</div></blockquote><p class="center">&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">P</span>ojedyncze krople deszczu spadły z nieba, akurat gdy sytuacja zaczęła zagęszczać. Trudno było określić jak długo trwało już to przedstawienie, gdyż z każdym kolejnym uderzeniem konflikt zdawał się zaostrzać, a twarze młodzieńców zyskiwały na stanowczości. Wiwaty i odgłosy niezadowolenia ze strony widowni już dawno stały się czymś dla was naturalnym, niemal przestaliście zwracać na nie uwagę. Mogliście zadawać sobie to pytanie: kiedy to się zaczęło robić tak poważne starcie? Jeszcze niedawno w końcu na tym ringu stała dwójka niezdecydowanych młokosów. Dzień wcześniej na własnej skórze poznaliście ich lekceważące podejście do sytuacji, a dziś, być może dzięki waszym radom, być może głównie dzięki interwencji panienki Aarden, sytuacja przedstawiała się całkiem odwrotnie. Vergeil raz za razem ładował swoją wątła pięść, z impetem niespodziewanym po tym garbowatym ciele, w twarz Matthiejasa. Ten z kolei nigdy nie pozostawał mu dłużny, wykorzystując jego niezbyt zgrabne ruchy do zbliżenia się i zadania potężnych obrażeń. Dijik trafiał nieco częściej, a jego ciosy wydawały się wręcz idealnie wpasowywać w ciało przeciwnika, lecz obaj wyglądali na podobnie wycieńczonych. Na ich twarzach widać było krew, łzy i pot. Ruchy znacznie zwolniły od początku, który obserwowaliście przy wschodzie słońca. Obecnie bliżej było już południa, sądząc po oślepiających promieniach słońca, które co jakiś czas przedostawały się przez grubą powłokę chmur.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">Z</span> dzikim warczeniem Vergeil zadał kolejny cios, wciąż słaniając się na nogach. Szlachcice wybuchli wiwatem, część jednak wciąż czekała. Po chwili Matthijas, ze chłodnym spojrzeniem, pociągnął go za rękę, nadziewając jego brzuch na drugą z pięści i pozbywając go dechu. Druga część widowni właśnie wtedy się ożywiła, skandując radośnie; wśród nich było słychać postękiwania młodych dziewczyn.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">M</span>atthijas wycelował w bok chłopaka, a tamten, gdy mimo braku powietrza chciał się wycofać, wpadł prosto w jego pułapkę. Szyderczy uśmiech kwadratoszczękiego z zawziętością garbuska spotkały się ponownie. Tym razem Matthijas dosięgnął rywala, odrzucając go na glebę, lecz to nie był jeszcze koniec pojedynku. Po tym jak Vergeil się podniósł cała sekwencja się powtórzyła z tym wyjątkiem, że tym razem zdołał uniknąć finalnego uderzenia, a nawet wyprowadził kontrę, po raz kolejny ładując pięść w nos przeciwnika. Walka wciąż trwała, a ten zaczął już nieco puchnąć, gdyż było to miejsce, w które najczęściej obrywał Liegt. To jednak ich nie zniechęciła i po chwili znów obkładali się pięściami.<br />&nbsp; &nbsp; &#8230;<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">N</span>a początku z każdym ciosem sytuacja zdawała się przechylać w stronę blond Matta, ale odkąd na scenę wkroczyła panienka Aarden, choć zatrzymana przez, nadzorującego walkę, maga, powoli w szatyna Verę, wstępowały nowe siły. Kiedy niespodziewanie złapał blondyna w pułapkę, wykonując na nim od tyłu chwyt duszący, niespodziewanie zyskał też sobie poparcie tłumu, który jak się okazało, być może zaskakująco dla Ry&#363;, nie był zbieraniną jedynie osób zainteresowanych w zwycięstwo młodego Liegta. Po kilkuminutowym siłowaniu, wreszcie udało się uwolnić z uścisku, lecz kosztem była zbyt duża utrata energii. Od tamtego momentu walka straciła znacząco na impecie. Uderzenia były wykonywana naprzemiennie przez obu chłopaków, a gdy jeden tylko trochę odzyskiwał siły, od razu przechodził do szybkiego działania, by choć drasnąć mocniej drugiego zanim też je odzyska.<br />&nbsp; &nbsp; &#8230;<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">J</span>eśli jakimś cudem ktoś z was rozglądał się też na boki, co w sumie nie było takie nieprawdopodobne, gdyż cała walka &#8222;trochę&#8221; się przeciągała, mógł zauważyć, że z odległego traktu na horyzoncie do miasta zbliżała się chmara różnorako wyglądających wojów. Jeden z nich zaczął podbiegać w kierunku zbieraniny, jaką byliście. Był co raz bliżej i bliżej aż baczny obserwator mógł w pełni cieszyć się jego wizerunkiem. Wysoki mężczyzna w długim szarym płaszczu z zaczesanymi do tyłu włosami. Rozpoznał on Sedę i dając najpierw subtelnie znać, a jeśli to nie zadziałało, bezpośrednio się do niej zwracając.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="color: #969696">Heloł, całkiem nieźle chłopaki się leją</span> &#8212; rozejrzał się po zebranych przy okazji.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">T</span>ymczasem walczące chłopaki trafiły się jednocześnie po gębach i nie ustępując, w klinczu, zaczęły znacznie intensywniej niż wcześniej okładać się pięściami. Krzyki widowni nasiliły się jeszcze bardziej niż do tej pory, do tego stopnia, że z ledwością Seda mogła dosłyszeć swojego dawnego znajomego, który wspomniał o czymś na temat pojedynku &#8212; prawdopodobnie pochwalił któregoś z walczących.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">M</span>att i Vergeil upadli na ziemię, a następnie dopełzłszy do siebie, chwycili się nawzajem za szmaty. Ich ubrania już dawno były umorusane w trawie i mokre od potu, więc nie zrobiło to im większego wrażenia. Jednak chłopcy, mając tak idealną do dalszego okładania się okazję, zaczęli wreszcie uprawiać zapasy. Jeden zaczął dusić drugiego, a po kilku akrobacjach, sytuacja się odwracała. Czasem któryś dostał kilka razy w bok lub po gębie, aż ponownie chwycili się za szmaty i wstali na nogi. Chłopaki spojrzały na siebie groźnie po czym równocześnie przywaliły sobie z główki. Już wtedy mogliście zauważyć, że nieproszony gość gdzieś zniknął. Po chwili wrócił wraz z jeszcze jedną znajomą twarzą dla jednego z sekundantów, ojcami tej dwójki na koniach i kilku uzbrojonych wojów. Reszta wróciła już do miasta. Mimo to, prawie nikt nie zwrócił na nich uwagi, gdyż całą zbierała leżąca na ringu dwójka, samą już siłą woli, próbująca powstać do kolejnego ciosu. Oczywiście udało im się to i po chwili znów wymieniali się ciosami.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">S</span>tary Liegt i stary Dijik podjechali na rumaku nieco bliżej, robiąc wyrwę w widowni. Viviana pozdrowiła gestem kamrata z tej samej gildii. Jednak chłopaki zdawali się nie zwracać zupełnie uwagi. Ich przekrwawione spojrzenia i wykończone ciała zwrócone były tylko na przeciwko samych siebie. Delikatne krople przerodziły się w drobny deszcz, a oni wciąż stali niewzruszenie naprzeciw sobie. Kolejny cios miał być kończący. Żaden z nich nie miał już więcej siły.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">T</span>ym który jako pierwszy się wyrwał był Vergeil. Jego oponent zdążył jedynie wyjrzeć zza opuchniętych powiek i po raz ostatni ujrzeć wymierzoną w stronę swojej twarzy pięść. Blondyn padł, rozpościerając się na ziemi jak król. Tymczasem garbusek z zadowoleniem, dysząc ciężko spoglądał w ziemię. Usiadł koło pokonanego i zaczął jeszcze ciężej oddychać, oboje zaczęli.<br />&nbsp; &nbsp; &#8212; <span style="color: #C0C0C0">Ha! Nieźle mój synu. Czy już wam trochę przeszło?</span> &#8212; rzekł ojciec zwycięscy.<br />&nbsp; &nbsp; Drugi z ojców skinął na swoich sekundantów, by pomogli wstać jemu synowi.<br />&nbsp; &nbsp; &#8212; <span style="color: #993366">Hmmm&#8230;</span> &#8212; Liegt spojrzał z delikatnym zamyśleniem na swoją pociechę, która leżała rozłożona na łopatki &#8212; <span style="color: #993366">W każdym razie, dziękuję wam, że się nim zaopiekowaliście</span> &#8212; zwrócił się do Dava i Ry&#363;, wyciągając zza pazuchy sakiewkę i rzucając nią w stronę maga GH.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">D</span>ijik zbyt zajęty był byciem zadufanym w sobie po zwycięstwie jego syna, pewnie dlatego zapomniał również w pewien sposób wynagrodzić swoich pracowników. Wszystko wskazywało na to, że sami powinni się o upomnieć o nagrodę, jeśli chcieli ją jeszcze otrzymać.<br /><br /><br /><br />_____________<br /><span style="color: #969696">Arthur</span> 969696 | <span style="color: #C0C0C0">Bohr van Dijik</span> C0C0C0 | <span style="color: #993366">Roland de Liegt</span> 993366]]></description>
<pubDate>Niedziela 31 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Niedziela 31 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Mury obronne</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20505#p20505</link>
<guid isPermaLink="false">20505@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<em>&nbsp; &nbsp; &nbsp;</em><span style="font-size: 16px">O</span>bserwowałem tę scenę bez specjalnego zaangażowania, na tyle aby się upewnić czy aby nikt tutaj nie oszukuje. Nic jednak nie zwiastowało łamania reguł i chyba przez to widowisko stawało się z minuty na minutę coraz bardziej żałosne. Nie można było oprzeć się wrażeniu pewnej bezcelowości tego wszystkiego. Bo czy patrząc z szerszej perspektywy, to przedstawienie żałosne mogło coś zmienić? <br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">N</span>ie byliśmy raczej świadkami wiekopomnego wydarzenia, który zawróci bieg rzeki historii. Coraz wyraźniej jawiło mi się, iż oglądaliśmy po prostu dwóch gówniarzy, którzy zostali na siebie napuszczeni przez ojców, a może wyłącznie przez własną głupotę. Może powinno ruszyć mnie sumienie, ale jakoś w żadnej mierze nie było mi ich szkoda. W końcu żaden z nich nie zaprotestował w żadnej sposób, więc pewnie oboje pragnęli tego gorąco z jakiś znanych sobie tylko powodów. Czy to, aby sobie dokuczyć albo udowodnić w jakiś pokrętny sposób własne uczucie. <br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">D</span>owód zresztą chyba będzie przeprowadzany na oczach głównej zainteresowanej. Przynajmniej tak mi się wydało, bo jakoś kojarzyły mi się te loki złote. Czy była to kobieta, którą widziałem w operze? Czy tylko pamięć moja płata mi figla błędną rekonstrukcją? Odpowiedź twierdząca na moje pierwsze pytanie zdawała mi się bardziej dojmująca.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">M</span>oże chociaż jej należałoby się trochę współczucia. Pogrzebawszy chwilę we własnym wnętrzu skonstatowałem nagle, że i tego nie mogę odnaleźć. Skryte to było wszystko za ścianą imperatywu pod tytułem &#8212; to nie jest Twoja sprawa. Dla tego też mogła z mojej strony zobaczyć tylko zimne spojrzenie, które czujnie śledziło, czy aby nie stara się przerwać już rozpoczętej walki. Przy odrobinie szczęścia niedługo wszystko się skończy.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 25 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 25 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Hargeon</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20504#p20504</link>
<guid isPermaLink="false">20504@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<p class="center">&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">D</span>ziewczyna nie była specjalnie zainteresowana sprawami Senki, więc jedyne co wyłapała, to że kogoś szukała. Reszta była zbędna.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">Z</span> powodu takiego, że jej pomoc była niezbyt potrzebna przy uciekających z budynku, przez pewien czas jedynie niepotrzebnie się im narzucała gadkami typu: &#8222;A może Pani pomóc?&#8221;, &#8222;Wygląda na ciężkie, może ja to wezmę&#8221;, &#8222;Wszystko w porządku?&#8221;.&nbsp; W końcu zrozumiała, że nie była tam nikomu potrzebna. Mimo to wyruszyła z pozostałymi do świątynie &#8212; zapewne z nudów.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">N</span>a miejscu porozglądała się trochę. Pierwszy raz widząc strukturę tego typu w nowym dla siebie państwie, była nią poniekąd oczarowana. Postanowiła w końcu przyczepić się również do chłopaka, którą ją uratował. Zagaić rozmowę, zaoferować pomoc, no trochę się ponarzucać. Zorientować się w sytuacji tych ludzi i zrozumieć, jak świat zareaguje na to wszystko i co później z nimi będzie. Chciała czerpać wiedzę póki była młoda, więc nie wahała się pytać. Jednocześnie unikała jak ognia pytań na swój temat, a w szczególności na temat swojego pochodzenia i rodziny. Wykręcała się żartami, zmianą tematu lub udawaniem zapracowanej.<br />&nbsp; &nbsp; <span style="font-size: 16px">G</span>dy nadszedł czas, w którym wszystko wróciło do normy, albo przynajmniej było wiadomo co dalej z tymi ludźmi, z tą wiedzą postanowiła się pożegnać. Zrobiłaby to wcześniej, jeśliby nie daliby jej żyć pytaniami, na tematy których unikała. Podziękowała raz jeszcze szatynowi i pożegnała się osobiście z jego siostrzyczką, masując ją po główce.<br />&nbsp; &nbsp; &#8212;<span style="color: red"> Sarabada</span>(żegnajcie). &#8212; wykrzyknęła na koniec, wyruszając w nowe miejsce. W końcu była z niej podróżniczka, ale też złodziejka. Wśród biedoty się nie nakradnie, a więc też nie wyżywi&#8230;<br /><br />[z/t]]]></description>
<pubDate>Sobota 23 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Sobota 23 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Mury obronne</title>
<link>http://www.mageguildwars.pun.pl/viewtopic.php?pid=20503#p20503</link>
<guid isPermaLink="false">20503@http://www.mageguildwars.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<span style="font-size: 16px">&nbsp; &nbsp; O</span>bserwowałem jak zebrany tłum stworzył niewielki okrąg, po czym sam na końcu również zatrzymałem się przy jego krawędzi, jednakże widocznie byłem przed nimi wszystkimi. Jak sam Dav powiedział, naszym obowiązkiem w sensie nie tylko moim, ale również pozostałych osób, które nadzorowały zawodników, jest uważna obserwacja, by nie doszło do złamania żadnych z wymienionych przez starca reguł. Rozejrzałem się również po tłumie czy nikt niczego nie kombinuje, jednakże patrząc zarówno na ich dłonie, a przynajmniej te, które były na wierzchu, ruchy ciała czy mimikę twarzy, nie zaobserwowałem niczego nadzwyczajnego. Ziewnąłem.<br /><span style="font-size: 16px">&nbsp; &nbsp; M</span>atthijas ruszył na swojego przeciwnika, a patrząc z kim ma do czynienia, nie był to taki zły ruch. Im szybciej dopadnie ofiarę, im szybciej ograniczy pole manewru i odetnie wszelaką drogę ucieczki tym lepiej dla niego. Jednak młody szlachcic wykazywał się nad wyraz dużą zwinnością, nie ważne czy większość jego ruchów, to był czysty przypadek. Usilnie utrudniał zakończenie pojedynku Matthijasowi, a będąc szczerym coraz bardziej komicznie się to oglądało. Poczułem nawet lekkie zażenowanie. Mając taką przewagę w budowie fizycznej, a także umiejętności patrząc kto ma przewagę na polu, to aż byłem zdziwiony, że nadal całe przedstawienie jeszcze trwa.<br /><span style="font-size: 16px">&nbsp; &nbsp; N</span>agle z tłumu wyrwała się pewna osóbka. Zdarzyło się to bliżej Dava, lecz ten jak zgaduje był zajęty obserwowaniem i sędziowaniem pojedynku, dlatego też skoro ja znajdowałem się najbliżej jego osoby, to postanowiłem ruszyć, by święty pojedynek nie został naruszony. Nie zdążyła zrobić dwóch kroków, a moja dłoń capnęła jej ramie, by korzystając z przewagi siły przyciągnąć złotowłosą bliżej siebie. - <span style="color: #e74c3c">Radzę nie przeszkadzać, pojedynek i tak się za niedługo zapewne skończy, więc zdąży panienka załatwić, to co chciała.</span> - Dodałem, a następnie odwróciłem ją w kierunku tłumu obserwując czy wraca na swoje miejsce, niczym dzieci w szkole.<br /><br /><blockquote><div class="incqbox"><p class="center"><strong>Jeżeli potrzebne są jakieś statystyki, to mogę później edytować post.</strong></div></blockquote>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 15 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 15 PaÂdziernik</comments>
</item>
</channel>
</rss>
